Leczenie anoreksji i bulimii

Zaburzenia te mogą być leczone , a ich rozwój można powstrzymać, pod warunkiem, że przestanie się je traktować przede wszystkim w kategoriach wagi ciała i ilości zjadanego pożywienia, a więcej czasu poświęci się uczuciom młodego człowieka. Rodzice powinni zmienić swoje stosunki z dzieckiem tak, aby poczuło, że samo kieruje swoim życiem i może wyrażać swoje uczucia w inny sposób niż poprzez jedzenie.

Niektóre badania oceniają , że u 15-20% chorych anoreksja powoduje trwałe uszkodzenia. Stopień śmiertelności na skutek powikłań zdrowotnych albo samobójstw należy do najwyższych pomiędzy zaburzeniami psychicznymi. Pomimo tych statystyk wcześnie rozpoczęte intensywne leczenie, połączone z psychoterapią, może przynieść dobre efekty. Anoreksja ma to do siebie, że sama siebie potęguje. Im szybciej wykryje się tę chorobę i zacznie ją zwalczać, tym lepsze są rokowania.

Wyodrębniono pięć cech charakterystycznych dla rodzin, w których rozwinęła się anoreksja: usidlenie, nadopiekuńczość, sztywność, unikanie i nie rozwiązywanie konfliktów, wciągnięcie w konflikt między rodzicami. Osoby z bulimią przypominają chorych na anoreksje pod względem obsesji na punkcie jedzenia, wagi i wymiarów ciała, a także lęku przed utyciem.

Dla postronnego obserwatora wygląd tych osób nie zmienia się. Rodzina i przyjaciele długo mogą nie zdawać sobie sprawy z choroby, jeżeli napady objadania i przeczyszczania są utrzymywane w tajemnicy. Dziewczyna chora na bulimię nie popada w stany apatii albo przygnębienia tak często jak chora na anoreksję, ponieważ nie zużywa zapasów tłuszczu z mózgu i całego organizmu.

Dlatego też chorych na bulimię łatwiej jest namówić na leczenie ponieważ przyznają się do swojej choroby choćby przed samym sobą. Zdają sobie sprawę, że potrzebują pomocy. Toczą oni nieustanną walkę z każdą potrawą, która znajduje się w ich zasięgu. Pragną stłumić w sobie pęd do obżarstwa, ale gdy zaczynają ucztować, nie są w stanie przestać. Rokowania w bulimii są tym lepsze, im wcześniej rozpocznie się leczenie. Niestety większość osób dotkniętych bulimią zaczyna się leczyć po upływie 2-5 lat. Przez sześć miesięcy do roku zachowania właściwe bulimii nie są regularne i dana osoba panuje nad nimi; objada się i przeczyszcza kiedy ma na to ochotę. Po upływie roku sprawa wymyka się spod kontroli i taka osoba zaczyna rozumieć, że sytuacja jest poważna i ukrywa ten fakt przed innymi.

Jeżeli bulimia trwa 3-5 lat to do jej przerwania jest potrzebne mocne zaangażowanie się pacjenta w proces terapeutyczny. U niektórych ( 22-25%) leczonych objawy choroby ustają i nigdy nie powracają. U pozostałych bulimia może ciągnąć się całymi latami. Najczęściej osoba już wyleczona powraca do starych nawyków w momentach stresu lub dużych zmian życiowych.

Rodzice podejrzewający zaburzenia w przyjmowaniu pokarmów u swojego dziecka nie powinni czekać i patrzeć co będzie dalej, szczególnie wtedy gdy dziecko traci na wadze. Takie dzieci szybko uczą się kamuflować swoje zachowania (szerokie ubrania, nie rozbieranie się przy innych, skrytość, nieprzystępność). Rodzice mogą nigdy nie natknąć się na oznaki brania środków przeczyszczających czy moczopędnych, czy na oznaki wymiotów.

Pierwszym krokiem dla rodziców musi być szukanie pomocy u specjalisty, najszybciej jak to jest możliwe (lekarz rodzinny, pediatra, psycholog, terapeuta).

Rodzice wspólnie powinni powiedzieć dziecku, że powinno pójść do lekarza czy terapeuty. Muszą się przy tym wykazać żelazną konsekwencją i stanowczością. Musza jasno powiedzieć dziecku, że są przeciwni danemu zachowaniu czy postępowaniu a nie samemu dziecku. Muszą okazać dziecku miłość i wsparcie aby nie miało ono wątpliwości, że go nie odrzucają, ale potępiają to co robi. Z dzieckiem należy rozmawiać wprost bez oskarżeń i obwiniania. Należy mu powiedzieć, że martwicie się o nie i nie możecie przechodzić obojętnie obok tego co widzicie. Nie oceniajcie przy tym uczuć dziecka. Bądźcie dla niego dobrym przyjacielem, który wspiera ale może powiedzieć, że nie zgadza się z negatywnymi zachowaniami dziecka.

 

Podziel się:
  • Wykop
  • Gwar
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (3 ocen, średnio: 5.00 z 5)
Loading ... Loading ...

Odpowiedzi: 25 to “Leczenie anoreksji i bulimii”

  1. mam 32 lata…dwojke dzieci…meza..
    od 13 lat jestem chora na bulimie….nikomu nie zalezy na moim wyleczeniu…rodzina widzi we mnie tylko problem…i doskonale wiem ze choruje…bo brakuje mi ciepla milosci i akceptacji…
    ale juz widac na to umre…
    stad nie ma ucieczki

  2. Witam zgadzam się że to ciężka choroba,ja borykam się z tym problemem już 7 lat…Próbowałam wielu terapii i wielu psychologów przerobiłam.Wiem że warto się leczyć bo można z tego wyjść.Na początek proponuję pomoc farmakologiczną,wsparcie psychologa a następnie wizytę u dietetyka,poprosić aby dostosował nam dietę do nas samych.Powinna składać się z małych posiłków-a częstych.Trzeba nauczyć się na nowo jeść.Trzymam kciuki za wszystkie dziewczyny-Głowa do góry-z tego można wyjść:-)

  3. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie ważne, jak bardzo rodzina prosi nas o poprawe, o wysiłek z naszej strony, to te cholerne myśli ciągle nie pozwalają skupić się na czymkolwiek innym poza jedzeniem.
    Jutro pierwsza wizyta u psychiatry, gastrolog terapia. W sierpniu wychodzę za mąż. Chcę wiedzieć, że mój mąż będzie miał zdrową i szczęśliwą żonę.
    Chciałabym jednak przeczytać artykuł o tym, jak najbliżsi powinni się zachowywać w stosunku do osoby chorej na anoreksję albo bulimię. Jest coś takiego w necie?
    Pozdrawiam

  4. witam! ja choruję 2 lata, ale już po roku mialam dosyć tej choroby. Najpierw dowiedziala się mama,potem siostra przyłąpała mnie w łazience. Zainteresowanie było..tylko na początku i chwilowe.Teraz zamyka się na słowach” jak tam te twije sprawy, no wiesz…” nawet boją się wymówić słowo bulimia. Jakbym była trędowata. Nie umieją ze mna rozmawiać, ani mi pomóc.Chłopakowi sama powiedziałam. Myślałam, że dzięki temu będę się powstzrymywać, albo pomoże mi się ztym uporać…i co? do dzisiaj nawet jie wie co to jest!!!myśli, że jak coś zjem to zwymiotuję to następnego dnia, albo jak wypiję kawę?i nie może dojść do tego dlaczego powypadały mi włosy,od czego. Teraz żałuję, że komukolwiek powiedziałam. Mam już dosyć siebie, mojego wyglądu.Chcę być zdrowa, ale nie moge sobie wyobrazić że mogę być gruba. Tym bardziej że od jakiegoś czasu pracuję jako modelka. Zazcynam nawet godzić się z myślą że tak już pozostanie. Kiedyś byłam normalna, nie myślałam o dietach, kaloriach, normalnie jadłam.Teraz, wystarczy że czegoś dotknę i nie mogę się już opamiętać. Czasami wolę wogóle nic nie jeść. Nigdy nie myślałam, że moż mnie to spotkać..A zaczęło się od tego że po powrocie z zagranicy 2 lata temu nie chciałam by ktoś mi powiedział, że przytyłam.A najgorszymi krytykami w tej dziedzinie okazali się FACECI!

  5. właśnie czytałam artykuł o pomocy rodziny.Nie wiem czy któraś z was również usłyszała od matki “marnujesz jedzenie “? więc zastanawiam się czy czasmi nie uporać się z tym samemu ,tzn.iść do lekarza itp.Chyba, że tylko ja mam takie wsparcie wśród bliskich?

  6. Tak ja tez slyszalam ze marnuje jedzenie na rodzine niemoglam liczyc wiec sama jakos prawie z tego wyszlam ale choc minelo 2lata znowu mam napady obzarstwa tylko ze niemam odwagi zeby wymiotowac nielubie tego robic wiec zamiast tego cwicze godzinami stosuje kremy plyny odchudzajace do picia i tabletki i jem mnostwo witamin zeby nieodbilo sie to na moim zdrowiu ale ciezko mi z tym walczyc kuchnie omijam wielkim lukiem bo odruchowo otwieram lodowke i zaczynam jesc omijam bary sklepy i pije duzo wody jem nieglodze sie ale kontrolowanie sie zeby nie przesadzic z iloscia zjedzenia pokarmow jest dla mnie trudne jestem uparta i walcze z tym ale boje sie ze w koncu wymknie mi sie to spod kontroli przeciez niemozna tak przez cale zycie

  7. cześć dziewczyny, ja też mam ten problem od jakiś 6-7 lat i zaczęło mi się taj jak Agacie… Przytyłam 11kg za granicą i wyglądałam na prawdę okropnie przy niskim wzroście z okrągłą buzią :P no ten stress w pracy za granicą, o matko mówię wam, jadłam non-stop, masakra i chociaż męczyłam się z tym przejadaniem to i tak nie przestawałam. Któregoś dnia pomyślałam że są przecież takie osoby co jedzą i wymiotują…. jak spróbowałam to męczę się do dzisiaj. Czułam się taka niezwyciężona że panuje nad swoją wagą i w ogóle chudnę, to było super. Wróciłam do domu i już wszyscy zauważyli że schudłam z 6 kg i się zmartwili, bo tak ładnie wyglądałam wcześniej, zwłaszcza rodzice i dziadki, wiecie jak to jest. Waga mi spadała coraz wolniej ale nadal spadała, z 62kg spadłam do 47kg, może to jeszcze nie straszne, ale jakie to jest przykre cholernie jak ludzie non-stop mówią: idź się zbadaj dziewczyno może coś ci jest… itp. Powiedziałam mamie, później siostrze myśląc że to mnie ograniczy, otrząśnie mnie… nic, może przez krótką chwilę, ale jak zaczynałam nabierać wagi to nie mogłam. Mam kochanego narzeczonego, jemu też powiedziałam – uśmiechnął się do mnie, pocałował w czoło i powiedział damy sobie radę…. ryczałam jak wariatka. Prosił mnie że jeśli nie będę dawać sobie rady czy pójdę do lekarza, nie daję sobie i nie idę. Nie pytają mnie już, powiedziałam im że walczę z tym i się uporam. Nie wiem na ile to jest rozsądne, ale myślę że jednak walczę. Na początku jadłam i wymiotowałam po 7 razy dziennie i więcej, obecnie często tak robię jak wrócę z pracy i jem późno obiado-kolację, nie ma bata. Ale w ciągu dnia w pracy jem sobie malutkie porcje tego na co mam ochotę i nie mam takiej potrzeby wymiotować. Myślę że jedząc bardzo małe porcje to jest pomysł, nawet takie małe żeby czuć niedosyt tylko jeść wolno i wczuwać się w smak jedzenia, tylko wtedy gdy zaczynamy być głodni. Jakieś zajęcie relaksujące, czasem trzeba się zmusić żeby wynaleźć sobie faje hobby. Ja zaczęłam czytać książki i projektować. Dziewczyny damy radę, musimy pokazać samym sobie że jesteśmy silne i że mamy kogoś kto cierpliwie czeka na nasze postępy. Ja też nie mam łatwo i nie chcę za bardzo opisywać presji ze strony rodziców i niektórych znajomych – są okropni!!! Pokażemy że da się to zrobić, wyjść z bulimii. Trzymam za was wszystkich kciuki i piszcie co u was, postaram się czasem też coś nabazgrać. Buziaki :*

  8. Żyję z osobą mi bardzo bliską, dotkniętą tą chorobą i mam taką refleksję. Oczywiście współczuję Wam wszystkim, którzy musicie przechodzić przez ten trud, a często nawet “piekło” tej strasznej choroby, ale moim zdaniem nikt Was z tego nie wyrwie tylko Wy same to możecie zrobić. Myślę, że kluczem jest uświadomienie sobie, że charakterystyczny dla bulimii czy anoreksji sposób myślenia jest po prostu błędny. Moim zdaniem starania o panowanie nad swoim życiem poprzez przede wszystkim “panowanie” nad swoim ciałem są z góry skazane na niepowodzenie. Gdybyście koncentrowały swoją uwagę na walce o swoją godność, szacunek i miłość od osób które Was otaczają w takiej samej mierze co koncentrujecie się teraz na dodatkowym kilogramie lub centymetrze to myślę, że byłoby to dużo korzystniejsze. Oczywiście, że my jako ta pierwsza linia wsparcie powinniśmy robić dla Was więcej niż robimy teraz, być oparciem i tworzyć odpowiednie warunki, ale też tego nie umiemy, wiele rzeczy nie rozumiemy i też czujemy się bezradni. Dostrzegamy, że Wasza uwaga jest skoncentrowana głównie na sobie i na czymś czego nie rozumiemy i interpretujemy ten fakt jako egoizm i brak miłości. Sami więc też nie jesteśmy skłonni do dawania tej miłości i pętla się zamyka. Często przecież próby wyciągnięcia pomocnej dłoni, współczucia czy sugestii zasięgnięcia pomocy u specjalisty są przez Was kategorycznie odrzucane surowością myślenia o sobie i pogardą do rzeczywistości. To dla nas też nie jest łatwe. Kiedyś pragnąłem pomóc, wspierać w walce, zarazić swoim optymizmem i swoistą beztroską jako sposobem na życie, ale teraz już samemu zaczyna brakować mi sił i czuję, że sam potrzebuję wsparcia. Może i kontrolujecie swoją figurę i wagę, ale tracicie kontrolę nad otoczeniem. Tak nie można.

  9. myślę że Piotr ma rację, sami/e musimy zadbać o to żeby ta walka zakończyła się wygraną. Jednak chociaż to strasznie trudne to na pewno jest do zrobienia. Może nie w każdym przypadku chodzi o to że ktoś jest zapatrzony tylko w siebie, swoją figurę i centymetry w talii…. czy osoba uzależniona od alkoholu jest zapatrzona po paru latach w butelkę i myśli sobie: oj tak napiję się, będzie mi lepiej? albo czy osoba uzależniona od nikotyny: zapalę sobie, wyglądam jak dorosły i jest mi lepiej jak się zaciągnę, hmmm… Nałóg to już mniej kontrolowany stan, oczywiście nasza wina że nie zawsze chcemy dać sobie pomóc, ale to tylko dlatego że jest nam wstyd, że wpadłyśmy w takie coś i nie możemy sobie poradzić. Wstyd stanąć w klinice, przychodni czy szpitalu i wszyscy się patrzą i wiedzą do którego pokoju czekasz bo tam wchodzą tylko TE….. Najpierw trzeba nauczyć się żyć z nałogiem, przemyśleć, zrozumieć to samo robi lekarz musi poznać co się kryje i co miało wpływ że zaczęło się tak postępować. W zależności od cech charakteru albo wyjdzie się z tego samemu, albo potrzebna jest pomoc. Jednak faktycznie wziąć pomoc to trudna rzecz…. wstydzimy się po prostu tego co robimy….

  10. Oczywiście, że Piotr ma racje, Stokrotka Ty również masz z tymi małymi posiłkami, ale jak to zrobić, żeby się zmusić do ich jedzenia. Ja jem jeden posiłek dziennie a później wiecie co… Nie potrafię więcej zmienić w sobie. Choruje od prawie 5 lat, kiedyś wymiotowałam po 7-8 razy dziennie, teraz zmieniłam do 1-2, ale jak to zrobić żeby w ogóle przestać? Kiedyś od razu po posiłku musiałam zwymiotować, teraz potrafię wytrzymać 2-3 godziny. Chce z tym walczyć, ale czuje, że tyje kiedy hamuje się od wymiotowania. Jak z tym walczyć? Lekarze nie pomagają, byłam na terapii, ale denerwuje mnie ich podejście- poniżenie! Są jakieś środki farmakologiczne, żeby powstrzymać łaknienie i przyspieszyć trawienie tych małych posiłków? ;-)

  11. Ja choruje już 2,5 roku i tak mnie to boli, że zamiast cieszyć sie życiem i młodością, to pprzesiaduje w domu jedząc i żygając na zmiane.
    Nie moge sobie poradzić z tym, żeby zatrzymywać choć troche…szczególnie jak jestem grubsza. Tak bardzo chciałabym wcisnąć jakiś guzik, który zakończy tą męke na zawsze…. I jeszcze te statystyki
    ( “U niektórych ( 22-25%) leczonych objawy choroby ustają i nigdy nie powracają.” )
    Nie wiem jak to jest żyć bez tej choroby… myśle, że sie tego troche boje… ale ile tak można pociągnąć?! :( ((

  12. Ja choruje okolo 3 lat. Wymiotuje tylko co pewien czas, kiedy napadnie mnie wilczy głód, nie potrafie sie wtedy odkleic od lodówki. Występuje to najcześciej kiedy wracam do rodzinnego domu, bo ucze sie w innym miescie. Kiedy nie ma mnie w rodzinnym domu, potrafie sobie idealnie poradzic, mam w lodowce same zdrowe rzeczy i nie mam czasu o tym myslec. Gdy jednak wracam, napada mnie czasem obżartswo bo wiem, ze w lodówce znajde same pyszne rzeczy. Mam okresy kiedy jem normalnie i nie zmuszam sie do wymiotów, tyle, ze wtedy uprawiam bardzo dużo sportu. Nigdy nie wymiotowalam codziennie, ale wiem, ze jestem chora. Staram sie walczyc … lecz czasem mi to nie wychodzi. Zaczeło sie tylko od tego, ze koledzy sie smiali, ze mam duży tyłek

  13. ja choruje tez ok 3 lat. zaczelo sie to kiedy moj chlopak- teraz nazeczony- powiedzial ze moglabym zrzucic pare kilo. dziwne to jest ze kiedys kochalam swoj wyglad i czulam sie sexy. moglam poderwac kazdego faceta bo bylam tak pewna siebie. teraz jak ktos mi mowi ze super wygladam mowie wez przestan– nie dlatego ze chce uslyszec wiecej komplementow…po prostu nie chce rozmawiac o swojej wadze i wygladzie.
    jakis rok temu bylo naprawde zle– potrafilam sie zamknac w domu i jesc caly dzien, pozniej wymiotowac i faszerowac sie srodkami przeczyszczajacymi.
    teraz staram sie z tym walczyc. nie objadam sie ..tylko jesli gdzies wychodzimy jesc albo zjem normalny posilek–nawet jesli pragnelabym tego najbardziej w swiecie – nie moge go utrzymac w organizmie. wymykam sie do ubikacji po to by go zwrocic.
    czasami mam ochote zjesc cos niezdrowego jednak staram sie myslec o tym jak sie pozniej czuje…i to pomaga.
    mieszkam zagranica i nie mam tutaj wielu bliskich osob…dlatego jest mi prosciej bo nie musze rodziny oklamywac. ..
    dla ttych wszystkich ktore maja bulimie..pamietajcie ze nie jestescie same i kazdej z was zycze powodzenia z wyleczeniem

  14. Witam
    mam 19 lat i dopiero niedawno zdalam sobie sprawe ze jestem chora na bulimie
    od mniej wiecej 3 lat stosowalam roznorakie diety niestety powodowaly u mnie tylko dodatkowy stres i poczucie ze jestem nikim.
    nikt nie wie o mojej chorobie poniewaz ukrywam to jak tylko moge… a jezeli ktos pyta co tak dlugo robilam w lazience, odpowiadam ze mam problemy z zoladkiem, ze widocznie zjadlam cos co mi zaszkodzilo.
    mam wrazenie ze niektore osoby z mojego otoczenia domyslaja sie ze cos jest nie tak jak byc powinno ale kazdy jest za bardzo zajety soba zeby przejmowac sie mna.
    sadze ze moje problemy wynikaja z braku ciepla i milosci od mojego partnera. czasami mysle ze moze nie wiem sama czego chce poniewaz wiem ze moj partner naprawde mnie kocha i zrobilby dla mnie wszystko…
    boje sie o dalszy stan mojego zdrowia poniewaz widze juz zmiany jakie we mnie nastapily-mam strasznie sucha skore,wrazliwe oczy, podraznione gardlo, chrype i pare innych zaburzen.
    obiecuje sobie ze pojde z tym do lekarza ale jakos nie jestem w stanie tego dokonac…wiem ze nie jestem jedyna osoba z tego rodzaju problemem ale boje sie jak lekarz czy ktokolwiek na mnie spojrzy.
    czuje sie samotna i niekochna…a dotego pozbawiona samokontroli…

  15. chomcik jesli chcesz pogadac o tym moj e-mail to dot24@hotmail.co.uk

  16. Mam 27lat od 6roku zycia trenowalam gimnastykę.Z sukcesami raz większymi raz mniejszymi ale nigdy nie były takie jakich oczekiwałam.Wydawało mi się że wszyscy ode mnie oczekują więcej a prawdą było to że to tylko ja mam te oczekiwania.W wieku15 lat zaczęły się pierwsze sygnały zaburzeń bulimicznych.Początkowo tak jak i u większości przypadków widziałam same pozytywy apropos moej figury ponieważ schudłam pare kilo. Z czasem jednak choroba stawała się coraz bardziej nie do zniesienia.Prawdopodobnie przez nią musiałam zrezygnować również z mojego ukochanego sportu bo przestałam wiedziec sesn trenowania. W wieku 20lat zakończyłam wyczynowe treningi.Myślałam że nie mam już takiego obciążenia psychicznego”bycia najlepszą”myliłam się.Bulimia pogłębiała sie.Zaczełam kontrolować moją siostrę co je kiedy,obsesyjnie wydzwaniałam, wypytywałam czy jest już po jedzeniu, wmuszałam w nią, a gdy nie chciała jeść to wpadałam w furie i się obrażałam.Tłumaczyłam jej że boję się że i ona wpadnie w to co ja i to jest bodziec który kże mi ją kontrolować.W tym czasie sama nie jadłam.?j ograniczałam sie do 0,5l kawy z mlekiem/bardziej mlaeka z kawa, a nastepnie po całym dniu swoich zajętości wracałam do domu pozno koło 24 by nic mnie w trakcie dnia nie omineło korzystałam z wszelkich spotkań by zapełniać dzień aby wrócić i rozkoszować się wielka michą warzyw.Jeśli za dnia nie udało mi się wyczekać do tej godz24 i skusiłam się na coś nawet małego odrazu włączał sie etap żarłoka i nie ważne już były moje dzienne plany.Rezygnowałam ze spotkań wymyślając nie stworzone historie/9nigdy jedzeniowe)by zamknąć się gdzieś w samotności i jeść olbrzymie ilości wtedy już moje niby zasady zdrowych produktów(wymyślone przeze mnie nie miały znaczenia)ważne by jeść.Zajadam smutki,żale sytuacje nie pewne,uciekające spod kontroli, nude ,odrzucenie ,strach, również szczęście i powodzenie.Wiele razy potraciłam fajne propozycje pracy( która również jest dla mnie bardzo ważna)Następują wyrzuty sumienia zlość obiecanki, że to już ostatni raz , że nie zniosę tego dłużej ale sytuacja się powtarza od12lat walczę z chorobą w tym czasie miałam 3poważne związki partnerskie.Obawiam się ,że nawe jeden z nich mógł się rozpaść przez moją chorobę ale to inny temat.Obecnie jestem w związku z facetem który akceptuje moją chorobę ale uważa, że nie jest w stanie nic mi pomoć bo co zamnknie sklepy restauracje lodówki wszystkie miejsca gdzie można nabyć pokarm.On poprostu obserwuje.Uważa również że i tak bardzo mocno sie kontroluje z tym co jem i kiedy , że nie powinnam czuć wyrzutów jjak mnie od czasu do czasu dopadnie atak.Z tym, że te ataki są bardzo czesto o czym już mu nawet nie wspominam. Po za tym nie czuję jego pomocy ponieważ on jest zajęty głównie soba tak jak i ja jest artystą z tym,że z przyrostem mega ega( najważniejszy jest on_chociaż kamfluję to często w swoich przemyśleniach sprawia pozorne zainteresowanie mną i moją chorobą.W gruncie rzeczy martwi sie tylko sobą.Wiem że powinnam odejść ale kocham go i nie potrafię.Poniewaą to nie nasz związek jest prowodyrem mojej choroby ona była przed moim obecnym partnerem jest jak go nie ma przy mnie oraz wtedy jak jest.Owszem że gdy wykazuje większe zainteresowania mną to troszke pomaga ale nie mogę od niego tego wymagać.Nie raz sam mówił odejdz ode mnie jak ci gorzej bo ja taki jestem i się nie zmienie, a ciebie akceptuje z chorobą.Lecz nic nie mogę zrobić innego.Chodziłam, chodzę do psychologa, psychiatry, dietetyczki ale bulimia ciągle jest.Mam problemy z hormonami nie miaam dłuższy czas okresu teraz jestem na proszkach od jakis 8lat i musze je brać zdaje się również iż te hormony mogą przyczyniać się do moich stanów zmiennego nastroju i obżarstw.Są dni kiedy wierzę w powodzenie wyciszenia tej przypadłości ale są takie kiedy już nic nie jest w stanie pomoć,gdyż czuję iż wyczerpałam wszelkie możliwości.Chodziłam na sesje do bioenergoterapeuty, na pijawki, również.Staram się ciągle zagluszać chorebę zajętościami ale coraz rzadziej to się udaje bo ataki i tak są.Nie wiem już co pomoga czy rozmowa czy milczenie nie chce obciążać innych moim problemem ale też czuję się opuszczona samotna i nie wysluchana do końca.Wszystko jest takie powierzchowne.Myślaąm, że miłość wiara w inną osobę skupienie się na pomocy dla innych pomoże ,że to będzie silnieje od mej osoby od tego demona choroby niestety nie…………..

  17. któras z Was napisała mądrą rzecz , ze lepiej by było skoncentrowac sie na czyms innym na godności, szcunku, miłości… racja to swietny pomysł tylko dla bulimiczki nie łatwy:( jestem pewna ze kazda z nas by tego chciała… ja osobiscie o tym marze… marze o tym zeby juz nie myslec o jedzeniu :( … ta choroba to cos co moze spotkac człowieka najgorszego,,,, siedzi w srodku i nie pozwala zyc normalnie. ja długo juz choruje… tak bardzo chce przestac ale z kazdym dniem jest cieżej,… gorzej…w domu nikt nie wie o mojej chorobie , chociaz moze sie domyslaja:( jest mi wstyd i czuje sie z ttym wstrenie… jest mi wstyd ze nie panuje sama nad sobą, jest mi wstyd ze popełniam tak ogromny gzrech i nie wiem czy Bóg mi to kiedys wybaczy:(pozdrawiam

  18. Mam 19 lat , dopiero dziś zdałam sobie tak na prawdę sprawę, że jednak bulimia i mnie dotyczy, że po prostu jestem chora. Wstając codziennie rano powtarzam sobie że dziś będzie normalnie, że zjem normalne śniadanie, obiad, kolację tak jak wszyscy dookoła mnie. Obiecuje sobie, że zacznę inaczej żyć, Jednak gdy otwieram rano lodówkę i biorę z niej jogurt bądź jakiś serek, wszystko znika, moje poranne postanowienia, chęć zmiany na inne lepsze, zdrowsze życie. Po prostu nie daję sobie rady. Jogurt ląduje w koszu, bądź w toalecie, aby mama zauważyła że zniknął z lodówki i że trzymałam go w ręku. Czuje wstręt do jedzenia , wstręt który sama sobie wmówiłam żeby tylko nie jeść i wmawiam sobie codziennie gdy tylko otworzę lodówkę . Są takie dni kiedy czuję ze musze coś zjeść na śniadanie bo znowu w szkole nie będę miała siły, i kiedy już otworzę ten jogurt to stwierdzam, że nie mam czasu aby go zwrócić, bo śpieszę się do szkoły i po prostu go wyrzucam. W szkole jestem ciągle zmęczona, nie mogę się na niczym skupić, nic mi się nie chce. Po szkole wracam do domu i wtedy zaczyna się horror….. Rodzice w pracy, czyli cała kuchnia dla mnie, Jestem tak głodna, że nie panuje nad sobą, nie jestem w stanie cieszyć się smakiem tych potraw bo zjadam ich tyle że czuję wstręt do samej siebie. Podczas zwracania powtarzam sobie że to był ostatni raz, że jutro będzie inaczej , lepiej. Ale jest coraz gorzej, unikam rozmów z rodzicami, bo jest mi wstyd że marnuje tyle jedzenia. Nie chce też słuchać głupich komentarzy że znowu mam chrypkę, że mam zdarte kostki na dłoniach, powoli zaczyna do mnie docierać że marnuje swoje życie, które w całości jest uzależnione od bulimii. Ciągle chodzę zła , zmęczona, odsuwam się od wszystkiego, zaczynam się izolować, żyć tylko w świecie gdzie jestem ja i B…….. Moje myśli związane są tylko z tym co zjem i jak najszybciej to zwrócę, Nienawidzę siebie za to, gdy patrzę w lustro zastanawiam się czy to wszystko ma sens, po co to wszystko. Wiem że sama nie dam rady sobie z tym poradzić , wiem pewnie pomyślicie a bliscy. Rodzice udają że jest spoko z resztą mają swoje sprawy, są jeszcze znajomi. Jak bym im powiedziała to kazali bym mi się ogarnąć i tyle i pewnie zabrali na jakąś imprezę żebym wyluzowała, kiedy ja nie mam siły na takie wypady. Nie mam siły rano wstać z łóżka , nie mam siły dojść na przystanek. Wszystko mnie boli. wkurza. Całe moje życie jest uzależnione od niej od B…., ona mną kieruje, moje myśli skupione są tylko na niej. Przypadkiem trafiłam na tą strone i widzę że nie jestem sama i Wy mnie zrozumiecie. Pomyślałam sobie że jak z kimś się podzielę moją historią, z kimś kto to rozumie, to może jutro będzie lepiej, może jutro coś się zmieni na lepsze, czas pokaże …………..

  19. Mam 16. U mnie zaczęło się całkiem niewinnie. W maju tego roku postanowiłam przejść na dietę i schudnąć parę kilo. Nie byłam za gruba, wagę miałam dobrą, w sumie parę kilo w dół i miałabym już niedowagę. Chciałam schudnąć dla poprawienia własnego samopoczucia, bo źle czułam się w swoim ciele. Szczerze mówiąc nigdy nie potrafiłam zaakceptować swojego wyglądu. Dieta, którą oczywiście sama sobie wymyśliłam, ograniczona była do 1000 kcal, ale podejrzewam że w rzeczywistości było to 700-800 kcal. Próbowałam ją urozmaicić, ale w gruncie rzeczy codziennie jadłam to samo. Oprócz tego biegałam i ćwiczyłam. Stosowałam to przez 2 tygodnie, przy czym schudłam 2 kilo i postanowiłam zakończyć odchudzanie. Po tych dwóch tygodniach wyjechałam na tygodniową wycieczkę z klasą. I tam się zaczęło. Moje podejście było takie, że skoro przez 2 tyg. tyle sobie odmawiałam, teraz wreszcie mogę jeść jak lubię. A więc jakieś ciasteczka, batoniki, chipsy, rogaliki zajadane najczęściej po 22. Nawet nie zauważyłam, że zaczynam robić się coraz okrąglejsza. Kiedy po wycieczce wróciłam do domu, była to jakaś godzina wieczorna. Nie przeszkodziło mi to jednak w zjedzeniu wielkiego talerza spaghetti, połowy pizzy, dwóch batonów i już sama nie pamiętam ile kanapek z serem. Wcześniej jadłam dosyć pokaźny obiad w McDonaldzie. Być może dla niektórych może się to wydawać wcale nie tak dużo. Jestem tego świadoma, bo sama wiem, że przy tym co potrafię zjeść teraz, to zaledwie przystawka. Ale był to mój pierwszy raz, kiedy nie mogłam się opanować, jadłam nie zwracając uwagi na to, że aż nie mogę ruszyć się z bólu. Miałam wrażenie, że przy nawet najmniejszym ruchu pęknie mi żołądek. Nie zapomnę tego uczucia do końca życia. Całą noc wyłam w poduszkę obiecując sobie, że nigdy więcej, że od jutra zabieram się za siebie i przechodzę na dietę. I na dietę przeszłam. Do czasu. W ciągu kolejnych dwóch tygodni przytyłam. Nawet moja mama to zauważyła. Kiedy powiedziała mi coś na ten temat prawie się poryczałam. Stałam się strasznie wyczulona na punkcie jakiejkolwiek uwagi na temat mojej figury. Miałam momenty, że po prostu wstydziłam się wyjść z domu. Trochę to wszystko wyolbrzymiałam, bo moja waga nadal była prawidłowa. Ale czułam się strasznie. I wyglądałam. Nie będę opisywać tego co się ze mną działo przez całe wakacje. To była jedna walka ze sobą. Całe dwa miesiące byłam na diecie, oczywiście przerywanej napadami, biegałam, ćwiczyłam. Nienawidziłam tego, nienawidziłam siebie. Żałowałam, że kiedykolwiek przeszłam na tą dietę. Ale nie potrafiłam przestać. To była moja obsesja. Na przemian chudłam, tyłam, jadłam mało, obżerałam się. Nigdy nie wymiotowałam, bo nie potrafiłam się do tego zmusić. Kiedy schudłam czułam się szczęśliwa, miałam w sobie takie głębokie przekonanie, że moje problemy się skończyły, że skoro jestem taka szczęśliwa, to nigdy więcej nie zacznę się obżerać, że nie zniszczę tego szczęścia. Na ulicy obsesyjnie wypatrywałam przesadnie chude dziewczyny. Strasznie im zazdrościłam. Wychodziłam z założenia, że skoro już trochę schudłam, to mogę sobie pozwolić na małą przyjemność. A więc jakiś batonik, ciasto. Ale kiedy zaczęłam od batonika, nie mogłam przestać. Kończyłam zamknięta u siebie w pokoju, leżąc na łóżku i płacząc, za każdym razem obiecując sobie, że to był ostatni raz. I że tym razem na pewno, że kolejnego razu po prostu nie przeżyję. No cóż, jak widać przeżyłam i to nie jeden. Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego dnia w liceum, na rozpoczęciu roku. Tydzień wcześniej byłam oczywiście na diecie, udało mi się, wyglądałam tak jak chciałam. Oczywiście wszystko musiałam spieprzyć. Obżarłam się na dwa dni przed rozpoczęciem roku. To było straszne. Nie mogłam uwierzyć jak mogłam aż tak przytyć w jeden dzień. Nadal nie mogę tego pojąć. Po powrocie ze szkoły ryczałam cały dzień. Myślałam, że tego nie wytrzymam. I znowu postanowienia, i znowu diety. A teraz jest już listopad, a ze mną jest jeszcze gorzej. Już nie potrafię sobie z tym poradzić. Potrafię tylko jeść, jeść i jeść. a potem znowu dieta. Kidy przytyję nie chodzę do szkoły przez tydzień. Wtedy jestem na diecie i po tygodniu wyglądam w miarę. Dziwnie to brzmi, ale tak jest. W tydzień potrafię doprowadzić się do porządku. Wymigując się od szkoły idę albo na wagary, albo udaję, że się źle czuję. I przez to mam mnóstwo zaległości. Cały czas płaczę, jestem strasznie nerwowa, wszystko mnie irytuje, wyżywam się na rodzinie. I znowu płaczę. Nawet teraz. Ja nawet pisać o tym nie mogę. Nie daję rady, to mnie wykańcza. Wstydzę się komuś powiedzieć, bo moi rodzice uznają, że wystarczy jeść prawidłowo, wszystkiego po trochu i na pewno będę zdrowa i nie będę mieć żadnych problemów z odżywianiem. Oni tego nie rozumieją. A ja nie potrafię sama z tego wyjść. Czasem wydaje mi się to śmieszne. No nie mogę po prostu uwierzyć, że w moim życiu najważniejsze jest jedzenie. Ciągle o nim myślę. Jeżeli mam być szczera, to przyznam, że nienawidzę samej siebie. Oddałabym wszystko żeby nigdy nie zacząć walki z wagą, żeby nigdy nie wpaść na pomysł z tą durną dietą. Ja już nawet nie wiem kiedy jestem głodna, nawet kiedy nie jem cały dzień, nie czuję tego. Nie wiem już co mam robić, nie mam komu powiedzieć. Nie rozumiem ile można się z tym męczyć, ale wiem też, że nikt inny, kogo ta choroba nie dotknęła, mnie nie zrozumie. To trzeba przeżyć, przejść przez to samemu, a nie przyglądać się z boku i myśleć, że to przecież nic trudnego, wystarczy silna wola, odrobina chęci. To wcale tak nie jest i nie jest to bynajmniej spowodowane lenistwem. Najłatwiej przecież jest sobie pogadać, że to nic trudnego. A ja oddałabym wszystko żeby odzyskać swoje dawne życie, teraz dopiero doceniłam to co miałam wcześniej. I nie wiem ile tak wytrzymam, bo skoro nie potrafiłam do tej pory przestać, to czuję że nigdy z tego nie wyjdę. Ale nie wyobrażam sobie że męczyłabym się z tym przez całe życie.
    Że mam bulimię zdałam sobie sprawę dopiero niedawno. I tak naprawdę po raz pierwszy komuś o tym opowiedziałam, ale nawet w tej wypowiedzi nie potrafię opisać wszystkiego, co czuję.

  20. Witam Was kochani;****
    Sama nie wiem co mam powiedzieć,czytałam wasze artykuły,ja też mam podejżenie anorekcji;[[[ nie wiem co mam robić,schudłam 23 kg,jestem szczęśliwa,ale coraz częściej źle się czuje,mówią mi że wyglądam jak anorektyczka;[[[ myślicie że powinnam pujść do lekaża,waże 47 kg i jestem szczęśliwa,ale mam obiawy anoreksji;[[[ zanikła mi miesiączka,mam suchą skure,jestem nerwowa,leniwa itd… czy to znak że mam anoreksję??!!!

  21. wręcz powinnaś iść do lekarza. mam podobnie, ważę 47 kg, też mam suchą skórę i zaburzenia w miesiączkowaniu. ostatnio dużo schudłam, mimo że nadal walczę z napadami. ale już coraz rzadziej. sama jeszcze nie postanowiłam czy pójdę do lekarza, bo nadal mam nadzieję, że poradzę sobie sama.

  22. jak juz wczesniej pisalam choruje od 3 lat. niedawno jednak zrobilo sie lepiej:) zapisalam sie na silownie…i umowilam sie na rozmowe z trenerem. powiedziala mi jedno- patrz na to jak ubrania na tobie leza nie na wage…no i zacznij cwiczyc. wyobrazcie sobie ja nigdy silownia sie zbytnio nie interesowalam…a teraz…chodze 6 dni w tyg. widze super zmiany w budowie ciala…a co najwazniejsze zaczelam jesc jak kazda inna osoba…przestalam liczyc kalorie bo wiem ze spale na silowni—oczywiscie nie objadam sie slodkosciami ale od czasu do czasu zjem cukierka…ciastko itp…musze sie hamowac by nie zwymiotowac ale sie jakos udaje. czlowiek bardzo szybko moze zaadoptowac nowe zwyczaje…mowia ze po 14 dnia mozna bez problemow zaadoptowac nowa diete.
    ja znalazlam rozwiazanie na moja chorobe- silownia.
    zaden psycholog albo osoba ktora kochamy nie sadze by pomogla…kochane–musimy zaczac od siebie…zacznijmy kochac siebie jakie jestesmy i za to co robimy…przypomnijcie siebie przed choroba..napewno bylo duzo rzeczy ktore kochalyscie…zacznijcie cieszyc sie zyciem–polecam yoge…tak bardzo zmienia nastawienie do zycie…zacznijcie medytowac–rowniez mi pomaga…no i wspierajcie siebie nawzajem na tej stronie poniewaz niekt nas lepiej nie zrozumie:)
    uciekam- bo czeka mnie sniadanie— duuuza micha owsianki :) ktora nap0ewno zostanie w moim brzuchu :) )

    cmokasy dla was wszystkich :)

    ps moj email jesli ktos chce pogadac

    dot24@hotmail.co.uk

  23. cześć. Jak czytam wasze komentarze, to szczerze dopiero teraz sobie uświadomiłam,że w tym wszystkim jestem sama… U mnie zaczęło się to wszystko niewinnie, po prostu chciałam schudnąć, bo wszyscy wokół powtarzali “weź się za siebie, młoda dziewczyna i tak wygląda, albo z buzi to jesteś ładna ale to sadło to masz za duże” w sumie to mieli racje bo ważyłam 70kg przy wzroście 163cm ,ale nie brałam tego do siebie aż do momentu kiedy powiedziałam DOŚĆ ZOBACZYCIE ZE POTRAFIĘ!. no i się udało w ciągu 1,5 miesiąca schudłam 17 kg czułam się super wszyscy wokół gratulowali mi i nie mogli się nadziwić ,cieszyłam się niezmiernie i postanowiłam ,że jeszcze chce schudnąć i jeszcze… więc wymiotowałam i wymiotuję do dziś. Dzisiaj ważę 49 kg, i mimo tego ,że wszyscy powtarzają mi ,że jestem za chuda ja nadal wymiotuje i chce schudnąć, a najgorsze jest to,że wiem ,że sama sobie krzywdę robię ale nie umiem przestać, to tkwi we mnie w środku bardzo głęboko. Nie mam w nikim oparcia , próbuje z tym walczyć sama, ale niestety nie wychodzi mi . A co do najbliższych… oczywiście zorientowali się , i możecie się domyślać co było….”jesteś nienormalna ,oddam Cię do psychiatryka itp…..” i to było by na tyle pomocy ze strony najbliższych….. Więc ku przestrodze innych, odchudzajmy się ale z umiarem i kiedyś musi być granica, bo niestety bardzo łatwo jest zacząć, ale z końcem bywa różnie………..

  24. JEstem podniecona……..właśnie zażarłam same pyszności, zaraz zrobie cobie co mniej wiecej godzinny seansik w wc ;D aż ryjek mi się cieszy do mamy, którą tak nienawidzę za moje nieudane życie ;D ahh dziekuję mamusiu że karmisz moją chorobę i na dodatek liżesz do mnie dupkę żebym zauważyła że istniejesz … ahh jak bardzo jestem do tego przyzwyczajona, ahh i znowu schudnę! niedługo znów będze wyglądać jak modelka! ahh jaka ja jestem psychiczna! ahh muszę kupić sobie bardziej obciskające ciuchy żebym szczuplej wyglądała ahh włosy mi wypadają, ahhhhhhhhhhhhhhhh i tak niedługo się zabiję przysięgam.

  25. Zaczęło się rok temu! Po studiach wyjechałam do Irlandii – do chłopaka i nagle zauważyłam, że jestem wspaniałą koleżanką, gospodynią domową, kucharką ale nie kochanką – kochaliśmy się raz na 3/4 miesiące. Wpadłam na pomysł, że albo kogoś ma albo ja już nie jestem dla niego atrakcyjna. Mam 173 cm wzrostu, ważyłam 59 kg, stwierdziłam, że muszę szybko schudnąć i na pewno będę mu się wtedy podobać. Po każdym posiłku zaczęłam wymiotować, efekty były rewelacyjne bo po 3 miesiącach ważyłam już 53 kg ale jak nie ruszałam chłopaka wcześniej tak moja utrata wagi też nie zrobiła na mim wrażenia a problem z wymiotami został, starałam się bardzo ale nie mogę się powstrzymać. Mieszkamy ze sobą rok a on nic nie zauważył, byłam na urlopie w domu rodzinnym przez 2 tygodnie i mama się zorientowała. Nie chciała mnie wypuścić ale jej obiecałam, teraz Jestem z powrotem w Irlandii, mój chłopak stał się moim narzeczonym ale ze mną nie spał od 4 miesięcy a ja dalej rzygam.

Skomentuj artykuł